Wireva

AI miało skracać pracę, ale wydłuża ją o ukryty podatek

Automatyzacja zadań nie zawsze oznacza mniej pracy. Nowy raport o neuroatypowych przedsiębiorcach pokazuje, że narzędzia AI mogą zwiększać obciążenie, zamiast je zmniejszać.

Materiał powstał przy wsparciu SI pod odpowiedzialnością redakcyjną Haydamax OÜ.

Wdrażanie sztucznej inteligencji do codziennej pracy miało uwolnić czas i zmniejszyć stres. Tymczasem wiele osób, które korzystają z tych narzędzi, pracuje więcej niż wcześniej. Nowy raport brytyjskiego Lilac Centre, oparty na badaniu ponad 600 neuroatypowych przedsiębiorców, pokazuje, że 76 proc. z nich założyło własną firmę właśnie po to, by pracować w swoim tempie, ale 79 proc. zmaga się z przeciążeniem obowiązkami lub wypaleniem.

Autorka i przedsiębiorczyni, która od lat wykorzystuje AI w pracy nad siecią podcastów, opisuje zjawisko, które nazywa „podatkiem od automatyzacji”. To cały dodatkowy wysiłek, jaki trzeba włożyć, by sztuczna inteligencja rzeczywiście przyspieszyła zadanie. Trzeba połączyć ze sobą różne systemy, nauczyć się, gdzie każdy z nich zawodzi, i pilnować, czy wyniki są poprawne. Gdy jedno zadanie udaje się zautomatyzować, w jego miejsce pojawia się kolejne. Oszczędzona godzina nie znika z kalendarza, tylko wypełnia się nowymi obowiązkami.

W praktyce wygląda to tak: narzędzie potrafi wygenerować pięć newsletterów w czasie, w którym kiedyś powstawał jeden. Ale te pięć newsletterów trzeba potem sprawdzić, zaplanować i wziąć odpowiedzialność za ewentualne błędy. Podobnie jest z postami w mediach społecznościowych. Automatyczny wpis może zaoszczędzić pięć minut, ale usuwa lęk przed pustym miejscem i pozwala zdążyć z publikacją. To niewielki zysk, który jednak ma znaczenie. Problem zaczyna się, gdy szybkość staje się celem samym w sobie.

Kultura pracy mierzy AI przede wszystkim stoperem: minuty zaoszczędzone, większa produkcja, więcej projektów, wyższe przychody. Wszystkie dashboardy pytają, jak szybko firma się porusza. Prawie nikt nie pyta, czy pracujemy krócej. A to nie to samo. Większa wydajność nie oznacza mniejszego obciążenia. Dla osób neuroatypowych, takich jak autorka, ten mechanizm jest szczególnie dotkliwy. AI pomaga im zacząć zadania, które normalnie by odkładali, uporządkować chaotyczne myśli i pokonać barierę, która pojawia się, gdy ich uwaga nie płynie w potrzebnym kierunku. To realne wsparcie, ale ma swoją cenę.

Autorka przyznaje, że sama wpadła w pułapkę. Zbudowanie pipeline’u do produkcji treści zajęło jej tydzień. Gdy wszystko działało, poczuła ulgę i poczucie, że wreszcie nie jest wiecznie spóźniona. Po tygodniu system przestał działać. Musiała odbudować agenta od zera, a równolegle pracowała nad kolejnym narzędziem do wysyłania informacji prasowych. O trzeciej nad ranem, gdy skończyły się jej kredyty, poszła spać. Wtedy zrozumiała, że czas, który miała zaoszczędzić, pochłonęła sama automatyzacja.

Dlatego proponuje trzy pytania, które warto zadać przed wdrożeniem każdego narzędzia AI. Jakie konkretne zadanie znika? Jaka nowa praca pojawia się w zamian? I czy naprawdę zostaje mniej rzeczy do ogarnięcia, czy tylko inne? Jeśli nie da się odpowiedzieć na to ostatnie pytanie, narzędzie prawdopodobnie przesuwa lub zwiększa obciążenie. Najlepsze narzędzie AI to nie takie, które pozwala wyprodukować najwięcej, ale takie, które uwalnia czas na to, co naprawdę chcemy robić.

Same event, other desks

Story file →