Wireva

Kandydat na prezydenta Krakowa zbiera podpisy. Komisja zakwestionowała 70 proc.

Łukasz Gibała, kandydat w wyborach na prezydenta Krakowa, musi uzupełnić braki w podpisach. Miejska komisja wyborcza zakwestionowała 70 proc. złożonych kart z powodu błędów w adresach. Kandydat przyznaje błąd i liczy na mobilizację sztabu.

Kandydat w wyborach w Krakowie ma problem. "Błąd biorę na siebie"
Kandydat na prezydenta Krakowa zbiera podpisy. Komisja zakwestionowała 70 proc.
Wireva desk · Desk-supplied · rights

Materiał powstał przy wsparciu SI pod odpowiedzialnością redakcyjną Haydamax OÜ.

Kampania wyborcza w Krakowie nabiera tempa po tym, jak miejska komisja wyborcza zakwestionowała większość podpisów zebranych przez jednego z kandydatów na prezydenta miasta. Łukasz Gibała musi teraz uzupełnić braki, aby nie wypaść z wyścigu o najważniejszy urząd w mieście. Komisja zakwestionowała 70 proc. złożonych podpisów, a powodem są nieprawidłowości w adresach osób popierających kandydaturę.

Gibała, który w sondażach uchodzi za jednego z faworytów walki o fotel prezydenta Krakowa, przyznaje, że błąd leży po stronie jego sztabu. „Błąd biorę na siebie” — mówi polityk, zapowiadając jednocześnie intensywne prace nad uzupełnieniem brakujących podpisów. Jak podkreślają członkowie jego zespołu, prace trwają do późnych godzin nocnych, a mobilizacja wywołana wpadką może paradoksalnie pomóc w kampanii.

Problem dotyczy kart z podpisami, w których zabrakło pełnych adresów mieszkańców popierających kandydaturę. Zgodnie z przepisami kodeksu wyborczego, każda karta musi zawierać czytelne dane osobowe wraz z adresem zamieszkania. Braki w tej części formalnej oznaczają, że podpis nie może zostać zaliczony na poczet wymaganego progu poparcia. W przypadku Krakowa, gdzie rywalizacja o prezydenturę zapowiada się niezwykle zacięcie, każde potknięcie formalne może mieć znaczenie.

Sztab Gibały zapewnia, że dysponuje odpowiednią rezerwą czasową i organizacyjną, aby zebrać brakujące podpisy przed ostatecznym terminem. Kandydat liczy, że sytuacja zmobilizuje jego sympatyków do jeszcze aktywniejszego włączenia się w kampanię. „Pracujemy do północy” — przekazują współpracownicy polityka, podkreślając, że weryfikacja podpisów prowadzona jest na bieżąco.

Sprawa jest istotna nie tylko dla samego kandydata, ale także dla całego układu sił w nadchodzących wyborach samorządowych w Krakowie. Ewentualne wycofanie się Gibały z wyścigu zmieniłoby układ sił i ułatwiłoby drogę do zwycięstwa innym kandydatom. Dlatego też prace nad uzupełnieniem podpisów śledzone są z uwagą zarówno przez sztaby konkurencyjnych polityków, jak i obserwatorów sceny politycznej.

Przypadek krakowskiego kandydata pokazuje, jak istotne znaczenie w polskich wyborach mają formalne wymogi dotyczące zbierania podpisów. Nawet drobne uchybienia mogą doprowadzić do poważnych komplikacji, a w skrajnych przypadkach — do wykluczenia z udziału w wyborach. W przeszłości podobne sytuacje zdarzały się w różnych miastach w Polsce, co skłaniało sztaby wyborcze do szczególnej ostrożności przy weryfikacji kart.

Gibała deklaruje, że wyciągnie wnioski z zaistniałej sytuacji i że jego kampania będzie prowadzona jeszcze staranniej. „Mobilizacja wywołana wpadką może ostatecznie poprawić mój wynik, a nie go pogrążyć” — przekonuje kandydat. Czas pokaże, czy uda mu się uzupełnić braki i czy formalne potknięcie nie odbije się na jego notowaniach w przededniu wyborów.