Rosja przygotowuje wybory do Dumy Państwowej z głosowaniem zaplanowanym na 18–20 września, a główny dzień wyborczy przypada na 20 września. Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza informuje, że Moskwa zamierza organizować głosowanie również na okupowanych terytoriach Ukrainy i uznaje takie procedury za nielegalne oraz pozbawione skutków prawnych.
Chodzi o okupowany Krym i Sewastopol oraz okupowane części obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. Rosja włączyła te obszary do własnego systemu wyborczego. Z punktu widzenia Ukrainy jest to kolejna próba administracyjnego traktowania okupacji jako zmiany granic, której Kijów nie uznaje.
Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza przyjęła formalne decyzje dotyczące wyborów 20 września, w tym głosowania wielodniowego i elektronicznego. Sam fakt istnienia rosyjskich uchwał nie rozstrzyga jednak kwestii legalności na terytorium innego państwa. Ukraińska komisja podkreśla, że organizowanie tam rosyjskich wyborów narusza suwerenność Ukrainy.
Dla Polski ważny jest także drugi wątek związany z terminem wyborów. Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział 8 września, że Rosja może po głosowaniu zmobilizować co najmniej 300 tys. osób. Wcześniej ukraiński wywiad informował o przygotowaniu infrastruktury do kolejnej fali mobilizacyjnej oraz o możliwym wykorzystaniu narzędzi elektronicznych do doręczania wezwań.
To ostrzeżenie Kijowa, a nie potwierdzony rosyjski plan. Moskwa nie ogłosiła decyzji o mobilizacji 300 tys. ludzi po wyborach, a teza ukraińskiego wywiadu nie została niezależnie potwierdzona. Dlatego liczby nie należy traktować jak przesądzonego scenariusza. Jeżeli po 20 września pojawią się rosyjskie dekrety, nowe zasady poboru lub masowe działania regionalnych komisji, dopiero wtedy będzie można oceniać faktyczną skalę przedsięwzięcia.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski ewentualna duża mobilizacja miałaby znaczenie przede wszystkim poprzez wojnę w Ukrainie. Większy dopływ ludzi do rosyjskich sił mógłby wpłynąć na tempo uzupełniania jednostek, długość działań wojennych i potrzeby Ukrainy w zakresie amunicji, szkolenia oraz wyposażenia. Nie oznacza to automatycznie bezpośredniego zagrożenia militarnego dla Polski, ale zmieniałoby kalkulacje na wschodniej flance NATO.
Sam wyborczy kalendarz może tworzyć dla Kremla polityczną granicę między okresem kampanii a decyzjami, które byłyby mniej wygodne przed głosowaniem. To jednak tylko jedna z możliwych interpretacji. Najbardziej użyteczne będą konkretne wskaźniki: akty prawne, tempo kontraktowania żołnierzy, ruch komisji wojskowych i informacje z regionów Rosji po zakończeniu wyborów.
Dla Warszawy i innych stolic NATO kolejne tygodnie będą więc testem dwóch procesów naraz. Pierwszym jest rosyjska próba przeprowadzenia wyborów na okupowanych ziemiach Ukrainy. Drugim — to, czy po 20 września pojawi się nowa fala mobilizacji na skalę, przed którą ostrzega Kijów. Odpowiedź na ten drugi scenariusz będzie miała znaczenie dla planowania dalszej pomocy Ukrainie i długoterminowej oceny rosyjskich zdolności wojskowych.