Wielu z nas krzywi się na dźwięk własnego głosu z nagrania. Doświadczona producentka telewizyjna i coach wystąpień publicznych przyznaje, że przez dwie dekady pracy widziała to setki razy: ktoś marszczy nos, inna osoba wzdycha. Skąd bierze się ta niechęć i czy można coś z nią zrobić?
Według tej specjalistki odpowiedź leży w biologii. Ludzie słyszą swój głos inaczej niż wszyscy dookoła. Podczas mówienia drgania strun głosowych docierają do błony bębenkowej także przez kości czaszki, a niskie tony przechodzą przez nie wyraźniej. Dlatego wydaje nam się, że mamy głos głębszy i bogatszy, niż jest w rzeczywistości. Gdy słyszymy nagranie, dostajemy dźwięk taki, jaki słyszą inni, i nie jesteśmy do niego przyzwyczajeni.
Istotny jest też czas. Ludzie istnieją od setek tysięcy lat, ale odtwarzanie własnego nagranego głosu to zjawisko bardzo młode. Tomasz Edison po raz pierwszy nagrał i odtworzył swój głos zaledwie 150 lat temu. Nasz organizm po prostu nie zdążył się przystosować do technologii. Dlatego znajomi nie krzywią się, słysząc nas, a my sami czujemy się obco.
Niechęć do własnego głosu nie musi jednak być przeszkodą. Autorka radzi, by osoby, które dopiero rozwijają umiejętności wystąpień, mimo wszystko regularnie słuchały swoich nagrań. Jej klienci, od dyrektorów po prelegentów, oglądają po każdym wystąpieniu swoje segmenty telewizyjne, słuchają gościnnych odcinków podcastów i analizują przemówienia razem z trenerem. Według niej zasada jest prosta: im częściej słyszymy swój głos, tym bardziej staje się on znajomy, a znajomość często prowadzi do polubienia. Ta prawidłowość opisywana jest w psychologii jako efekt czystej ekspozycji.
Warto zacząć od nagrań, w których brzmimy naturalnie, na przykład z rozmowy wideo albo z opowieści dla przyjaciela o ulubionym hobby czy wakacjach. Wtedy słyszymy siebie w prawdziwej, nieprzygotowanej formie. Autorka proponuje też oddzielenie dwóch rzeczy: treści wypowiedzi i sposobu jej przekazania. Najpierw warto zadać sobie pytanie, czy podoba nam się to, co powiedzieliśmy, a dopiero potem skupić się wyłącznie na sposobie mówienia. Jeśli słuchanie sprawia zbyt dużo trudu, można przeczytać transkrypcję.
Podczas słuchania nie warto ograniczać się do ogólnego wrażenia w rodzaju »mój głos brzmi dziwnie«, bo takie spostrzeżenie nie prowadzi do poprawy. Lepiej zwracać uwagę na konkretne elementy: czy mieliśmy szeroki zakres głosu, czy kończyliśmy zdania tonem pytającym, która to tak zwana intonacja wznosząca, i jaki poziom energii wnosiliśmy do rozmowy. Odpowiedzi na te pytania wskazują, nad czym pracować. Pomocne mogą być też notatki głosowe nagrywane w telefonie. Autorka zaleca oglądanie ich przebiegu na przykład w postaci fali dźwiękowej i dbanie o naturalną, falistą linię zakresu, zamiast wysokich, ostrych szczytów.
Dla osób naprawdę odważnych dobrym krokiem jest wysłanie próbki zaufanej przyjaciółce lub doradcy. Z takiej informacji zwrotnej można szybko wyciągnąć wnioski. Najważniejsze jednak, by pamiętać, że brak przyzwyczajenia do własnego głosu nie oznacza, że z głosem jest coś nie tak. Im szybciej uda się odłożyć ocenianie brzmienia na bok, tym łatwiej skupić się na tym, co chcemy powiedzieć i jak wykorzystać głos, by dzielić się wiedzą, budować wizerunek lidera albo po prostu swobodnie rozmawiać.