Aman Bhutani, dyrektor generalny firmy GoDaddy, nie czyta raportów, które podejrzewa o napisanie przez sztuczną inteligencję. Jak tłumaczy, nikt nie włożył w takie dokumenty własnego myślenia, a to właśnie w pracy liczy się najbardziej. Jego zdaniem pracownicy powinni samodzielnie dochodzić do wniosków, a nie oddawać rozumowanie narzędziu.
Bhutani twierdzi, że rozpoznaje tekst generowany przez AI dość szybko. Zwraca uwagę na nadmierną długość, zbyt efektowny, wyraźnie nacechowany ton oraz nienaturalnie wygładzony język i przesadnie uporządkowane sformułowania. Jego zdaniem sztuczna inteligencja czerpie wyłącznie z tego, co już istnieje w internecie, więc tekst przez nią napisany rzadko zawiera coś nowego. Dlatego od ludzi w firmie oczekuje konkretnych odpowiedzi na kilka pytań, zanim cokolwiek trafi na jego biurko.
Szef GoDaddy wskazuje cztery pytania, na które powinien odpowiadać każdy dokument. Chodzi o to, jaka była oryginalna obserwacja, jaka hipoteza za nią stoi, co skłoniło autora do działania i dlaczego sprawa ma znaczenie. Bhutani podkreśla, że samo pisanie wymusza dopracowanie idei. Nazywa ten proces iteracją: każda kolejna wersja tekstu zmusza do sprawdzenia, czy rozumowanie naprawdę się trzyma, i pokazuje, gdzie argumenty są słabe.
Podobne przekonanie wyrażają inni przedstawiciele branży technologicznej. Wade Foster, dyrektor generalny firmy Zapier, opisuje zjawisko, które nazywa luką w zrozumieniu. Chodzi o sytuację, w której kadra zarządzająca nie potrafi wyjaśnić pracy, przygotowanej w dużej mierze przez AI, a więc nie wie, na czym dokładnie opiera się wniosek. Sam Altman z OpenAI określa pisanie jako wyrażanie myśli na zewnątrz, czyli przekładanie wewnętrznego rozumowania na tekst, który można ocenić i zakwestionować.
Z kolei JD Barker, dyrektor wydawniczy, twierdzi, że pisanie obnaża słabe rozumowanie. Jego zdaniem jasna, jednostronicowa notatka pokazuje, że autor dobrze rozumie problem, i że taki dokument jest zwykle wart więcej niż długi raport bez wyraźnej tezy. Wspólnym motywem tych wypowiedzi jest przekonanie, że umiejętność pisania pozostaje w pracy niezbędna, mimo że narzędzia oparte na AI są coraz powszechniejsze w biurach.
Nie wiadomo jednak, jak szeroko podobne zasady są przyjmowane w innych firmach. Dostępne informacje nie pozwalają oszacować skali tego zjawiska ani podać danych o tym, ile organizacji wprowadziło podobne wymogi. Wiadomo natomiast, że w wypowiedziach szefów firm technologicznych powraca ta sama teza: w dobie AI celem nie jest sam tekst, lecz myślenie, które za nim stoi, a czytelnik, który wyczuje brak tego myślenia, ma prawo odłożyć dokument bez dalszej lektury.