Prokuratura Regionalna w Łodzi postawiła zarzuty byłemu dyrektorowi wykonawczemu Orlenu. Śledczy twierdzą, że mężczyzna zlecił amerykańskiej firmie opracowanie raportu dotyczącego ówczesnego posła na Sejm z ramienia Platformy Obywatelskiej Bartłomieja Sienkiewicza. Sprawa dotyczy nadużycia uprawnień.
Jak ustaliła prokuratura, raport został zamówiony bez żadnego uzasadnienia biznesowego. Orlen zapłacił za niego 111 tys. dolarów, co w przeliczeniu daje ponad 463 tys. złotych. Śledczy badają, czy zlecenie miało charakter operacji mającej na celu inwigilację polityka opozycji.
Bartłomiej Sienkiewicz to polityk Platformy Obywatelskiej, który w przeszłości pełnił funkcję ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz ministra spraw wewnętrznych. W okresie, którego dotyczy śledztwo, zasiadał w Sejmie jako poseł. Sprawa wpisuje się w szerszy wątek dotyczący działań podejmowanych przez kierownictwo Orlenu za czasów poprzednich władz spółki.
Zarzuty wobec byłego dyrektora wykonawczego dotyczą nadużycia uprawnień. Prokuratura nie ujawnia na tym etapie szczegółów dotyczących treści raportu ani tego, jakie informacje o pośle miały być w nim zawarte. Nie wiadomo również, czy zamówienie było realizowane na polecenie innych osób z kierownictwa spółki.
Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest od kilku miesięcy. Prokuratura Regionalna w Łodzi przejęła je ze względu na charakter sprawy i powiązania z osobami pełniącymi funkcje publiczne. Postawienie zarzutów byłemu dyrektorowi to kolejny etap postępowania, które może objąć także innych pracowników koncernu.
Orlen w przeszłości wielokrotnie zaprzeczał doniesieniom o nieprawidłowościach w zamawianiu zewnętrznych analiz i raportów. Spółka podkreślała, że wszystkie zlecenia były realizowane zgodnie z obowiązującymi procedurami. Jednak w tym przypadku prokuratura uznała, że zamówienie raportu o polityku opozycji nie miało merytorycznego uzasadnienia.
Sprawa jest kolejnym elementem rozliczeń dotyczących działań spółki Skarbu Państwa w poprzedniej kadencji. W ostatnich miesiącach ujawniono szereg kontrowersji związanych z wydatkami koncernu na analizy, doradztwo i inne usługi zewnętrzne. Część z nich stała się przedmiotem postępowań prokuratorskich i kontroli.
Były dyrektor wykonawczy Orlenu nie został zatrzymany. Zastosowano wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze. Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat za przestępstwo nadużycia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.