Władimir Putin oskarżył państwa bałtyckie o łamanie praw osób rosyjskojęzycznych. Rosyjski przywódca mówił o tym podczas konferencji prasowej w Petersburgu, gdzie zapewnił również, że Moskwa nie przygotowuje żadnych działań zbrojnych przeciwko Europie.
Putin stwierdził, że w krajach bałtyckich dochodzi do naruszeń praw rosyjskojęzycznych mieszkańców. Dodał, że Rosja reaguje na tę sytuację w sferze humanitarnej. Nie sprecyzował jednak, jakie konkretnie kroki miałby podejmować ani jakie zdarzenia miał na myśli.
To nie pierwszy raz, gdy rosyjski przywódca używa argumentu ochrony rosyjskojęzycznych obywateli. Obrona praw osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie była jednym z pretekstów rozpoczęcia przez Rosję wojny w 2014 roku. Wówczas Moskwa wykorzystała tę narrację do aneksji Krymu i wsparcia separatystów w Donbasie.
Podczas tej samej konferencji Putin odniósł się do wojny w Ukrainie. Zagroził Kijowowi zdecydowaną odpowiedzią, nawiązując do ataków przeprowadzanych przez ukraińskie wojsko na terytorium Rosji. Powiedział, że Ukraina odczuje ataki odwetowe. Nie podał przy tym szczegółów dotyczących potencjalnych działań.
Jednocześnie rosyjski przywódca zaprzeczył, jakoby jego kraj planował jakiekolwiek działania zbrojne przeciwko Europie. To zapewnienie pojawiło się w kontekście napiętych relacji Rosji z państwami NATO, w tym z Polską i krajami bałtyckimi, które od lat ostrzegają przed rosyjskim zagrożeniem.
Wypowiedzi Putina wpisują się w stałą retorykę Kremla, który regularnie oskarża Zachód o dyskryminację rosyjskojęzycznych społeczności. Państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia – mają znaczące mniejszości rosyjskojęzyczne, a kwestie ich praw, obywatelstwa i edukacji od dawna budzą kontrowersje w stosunkach z Moskwą.
Władze w Tallinie, Rydze i Wilnie wielokrotnie odrzucały oskarżenia o łamanie praw mniejszości, wskazując, że ich polityka jest zgodna z międzynarodowymi standardami. Podkreślają również, że Rosja wykorzystuje temat rosyjskojęzycznych mieszkańców jako narzędzie presji politycznej i pretekst do ingerencji w sprawy wewnętrzne sąsiednich państw.
Konferencja prasowa w Petersburgu to kolejny sygnał, że Moskwa nie rezygnuje z narracji o ochronie rosyjskojęzycznych poza granicami kraju. Dla państw bałtyckich i NATO takie deklaracje są odbierane jako element szerszej strategii nacisku, która może prowadzić do dalszego pogorszenia relacji na linii Rosja–Zachód.