Wireva

Ptaki uruchomiły alarm przy granicy. Gen. Polko chce szybszej modernizacji radarów

Wojsko wykluczyło naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej po sygnale od strony Białorusi. Roman Polko krytykuje pomyłkę, a lotnicy tłumaczą, dlaczego takie alarmy będą się zdarzać.

A flock of birds triggered Poland’s airspace alert. The harder problem is identification

Michał Derela / Wikimedia Commons · CC BY-SA 4.0 · rights

W niedzielę 6 września polskie systemy radiolokacyjne zarejestrowały sygnał, który początkowo potraktowano jako możliwe naruszenie przestrzeni powietrznej przez obiekt nadlatujący z kierunku Białorusi. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych uruchomiło procedury sprawdzające, skierowało w rejon wojskowy śmigłowiec, a w części przestrzeni powietrznej ograniczono ruch, by wojsko mogło prowadzić działania bez zakłóceń.

Po kilkudziesięciu minutach alarm został odwołany. Dowództwo poinformowało, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, a wskazania radarów spowodował przelot dużego stada ptaków. Nie stwierdzono zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju.

Sam fakt, że system podniósł alarm, nie jest jednak dla wszystkich powodem do uspokojenia. Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, w rozmowie z „Faktem” nazwał pomylenie ptaków z potencjalnym zagrożeniem „porażką”. Jego zdaniem sytuacja pokazuje, że modernizacja środków rozpoznania i wykrywania powinna przyspieszyć.

Polko zwrócił również uwagę na sposób podejmowania decyzji. Według niego dyżurni dowódcy obrony powietrznej i jednostki działające w rejonie zagrożenia powinny dysponować możliwie najlepszymi narzędziami rozpoznania, a procedury nie mogą powodować niepotrzebnej zwłoki, gdy obiekt rzeczywiście stanowi zagrożenie.

Wojsko tłumaczy, że obraz na radarze nie przypomina nagrania z kamery. Ppłk Jacek Goryszewski z Dowództwa Operacyjnego wyjaśniał, że operator widzi przede wszystkim punkty i parametry ich ruchu. Sam sygnał nie przynosi automatycznej odpowiedzi, czy chodzi o rakietę, drona, samolot, ptaki czy zjawisko atmosferyczne. Dlatego po wykryciu niejasnej trasy potrzebna jest dodatkowa identyfikacja.

Gen. bryg. Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych, zwrócił uwagę na jeszcze jeden problem. Duży ptak i część bezzałogowców mogą mieć zbliżoną prędkość i rozmiary z punktu widzenia systemu obserwacji. Jeśli radary pracują w bardziej czułym trybie, z mniejszą liczbą filtrów, wykrywają więcej obiektów, ale rośnie też liczba wskazań wymagających sprawdzenia. Drewniak ocenił, że w warunkach podwyższonego zagrożenia lepiej kilka razy uruchomić alarm niż raz przeoczyć rzeczywisty cel.

Ten argument ma szczególne znaczenie po wydarzeniach z 30 lipca. Wtedy podczas rosyjskiego ataku na zachodnią Ukrainę rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Nikt nie ucierpiał, ale zdarzenie ponownie postawiło pytania o wykrywanie, identyfikację i ostrzeganie ludności.

Niedzielna sytuacja wyglądała inaczej. Wojsko podkreślało, że w czasie sprawdzania sygnału nie obserwowano aktywności rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu związanej z uderzeniami na Ukrainę. Ostatecznie nie było ani obcego drona, ani pocisku, ani samolotu. Były ptaki.

Spór dotyczy więc nie tego, czy alarm należało zignorować, lecz tego, jak szybko i pewnie system powinien odróżnić realne zagrożenie od fałszywego sygnału. Po doświadczeniach ostatnich miesięcy polska obrona powietrzna działa pod presją dwóch ryzyk jednocześnie: nadmiernej reakcji na niegroźne obiekty i zbyt późnej reakcji na prawdziwy cel.

To napięcie będzie rosło wraz z rozwojem małych dronów i innych nisko lecących środków. Każdy kolejny alarm będzie testem nie tylko dla radarów, ale też dla procedur, łączności i decyzji podejmowanych w pierwszych minutach po wykryciu podejrzanego obiektu.

Same event, other desks

Story file →