Wysyłanie dziesiątek CV bez odpowiedzi, płacenie za lepsze „dopasowania” i traktowanie ofert jako tymczasowych opcji – tak dziś wygląda poszukiwanie pracy. Coraz częściej przypomina ono randkowanie w aplikacjach, i to w jego najbardziej frustrującym wydaniu. Automatyczne systemy rekrutacyjne i masowe aplikacje sprawiają, że kandydaci czują się jednocześnie przytłoczeni liczbą możliwości i całkowicie wymienialni.
Konsekwencje widać w badaniach. Najnowszy raport Gallupa „State of the Global Workplace” pokazuje, że globalne zaangażowanie pracowników spadło w 2025 roku drugi rok z rzędu, osiągając najniższy poziom od 2020 roku. W pierwszej połowie 2026 roku sytuacja nie uległa poprawie – w Stanach Zjednoczonych jedynie 31 proc. pracowników czuje się zaangażowanych w pracę, a 18 proc. jest aktywnie niezaangażowanych. Wielu zatrudnionych przyznaje, że traktuje swoją posadę jak „sytuację zastępczą”, czyli miejsce, w którym zostają tylko do czasu znalezienia czegoś lepszego.
Zjawisko ghostingu, czyli nagłego zerwania kontaktu, przeniosło się ze świata randek do rekrutacji. Kandydaci coraz częściej doświadczają sytuacji, w której po dobrze przebiegającej rozmowie kwalifikacyjnej nie otrzymują żadnej informacji zwrotnej. Nowe badanie opublikowane w „Academy of Management Journal” wskazuje, że takie praktyki wywołują u kandydatów złość i poczucie traktowania „jak towar”, a jednocześnie szkodzą reputacji samych organizacji. Kandydaci odpowiadają tym samym – badanie Indeed z 2023 roku pokazało, że 62 proc. osób planuje „zghostować” potencjalnego pracodawcę w przyszłości, podczas gdy w 2019 roku było to 37 proc.
Eksperci zwracają uwagę, że część kandydatów stosuje strategię „NATO dating”, czyli „not attached to outcome” (nieprzywiązani do rezultatu). Polega ona na masowym wysyłaniu aplikacji bez większego zaangażowania emocjonalnego. Tworzy to błędne koło – osoby, które spodziewają się ignorowania, aplikują do coraz większej liczby firm, inwestując w każdą zgłoszenie coraz mniej czasu i energii.
Rozwiązaniem może być jednak powrót do bardziej ludzkich form kontaktu. Neil Costa, dyrektor generalny agencji rekrutacyjnej HireClix, porównuje sytuację do trendów w randkowaniu – młodsze pokolenia, zmęczone aplikacjami, coraz chętniej wybierają spotkania na żywo. Podobnie dzieje się w rekrutacji, gdzie wydarzenia stacjonarne dają szansę na prawdziwe poznanie się obu stron. Platformy internetowe eksperymentują też z rozwiązaniami, które mają nadać większe znaczenie pojedynczym zgłoszeniom. Firma Greenhouse wprowadziła funkcję „Dream Job”, pozwalającą użytkownikowi raz w miesiącu wskazać ofertę, która jest dla niego naprawdę ważna – na wzór „superlike” w aplikacjach randkowych.
Eksperci podkreślają, że zarówno pracodawcy, jak i kandydaci powinni odejść od szukania idealnego dopasowania. Leena Rinne z platformy szkoleniowej Skillsoft zwraca uwagę, że osoba spełniająca 80–90 proc. wymagań może się rozwinąć, jeśli firma zechce w nią zainwestować. Zamiast ciągłego poszukiwania nowych pracowników, warto postawić na rozwój tych, którzy już są w zespole. Podobnie uważa Costa, nazywając oczekiwanie idealnego kandydata „nierealistycznym”.