Wireva

Jak odróżnić dobrą radę od złej? Trzy kryteria, które warto znać

Dobra rada nie zawsze pochodzi od osoby, która odniosła sukces. Kluczowe jest to, czy potrafi uczyć, czy zależy jej w odpowiednim stopniu i jakie ma własne cele.

Materiał powstał przy wsparciu SI pod odpowiedzialnością redakcyjną Haydamax OÜ.

Osoby ambitne, które chcą się rozwijać zawodowo, nieustannie otrzymują rady od innych. Próba zastosowania się do wszystkich prowadzi donikąd — jest dużo ruchu, ale brak efektów. Nie oznacza to jednak, że należy ignorować każdą wskazówkę. Trzeba nauczyć się rozpoznawać, które rady są warte uwagi, a które lepiej pominąć.

Pierwszym krokiem jest znalezienie dobrych nauczycieli. Naturalnym odruchem jest pytanie o radę ludzi, którzy osiągnęli sukces, do którego dążymy. To jednak nie zawsze najlepsza droga. Większość osób ma trudność z oddzieleniem własnych działań od czynników zewnętrznych, które przyczyniły się do ich wyniku. Każda wielka historia sukcesu zawiera sporą dozę szczęścia obok wysiłku, przygotowania i kreatywności. Rada od osoby sukcesu może więc przeceniać czynniki, które u nas nie zadziałają. Lepiej szukać ludzi, którzy są dobrymi nauczycielami. Tacy potrafią zastanowić się, co jest w naszej gestii, rozumieją, co obecnie robimy, i potrafią jasno podpowiedzieć, jak zmienić działanie. Wiedzą też, na co zwracać uwagę u innych i w otoczeniu. Dobry nauczyciel nie musi być tym, kto osiągnął wymarzony przez nas sukces, ale jeśli ktoś ma dar nauczania, warto słuchać jego rad.

Drugim kryterium jest to, jak bardzo dana osoba się nami interesuje. Aby ktoś mógł udzielić dobrej rady, musi w pewnym stopniu na nas zależeć. Najlepsze wskazówki pochodzą od ludzi, którym zależy na nas i naszym sukcesie — ale nie za bardzo. Osoby obojętne mogą udzielić rady, zwłaszcza gdy o nią poprosimy, ale nie zainwestują wysiłku w poznanie szczegółów naszego życia, by ocenić, czy ich rada jest trafna. Z kolei ci, którym zależy zbyt mocno, mogą próbować nami kierować. Rodzic, bliski krewny lub ukochana osoba może udzielać rad bardziej po to, by zmniejszyć własny niepokój o naszą przyszłość, niż by pomóc nam wybrać właściwą drogę. Najlepsze rady pochodzą od osób znajdujących się pośrodku: na tyle zaangażowanych, by poznać szczegóły naszych dążeń i sposobów działania, ale nie tak bardzo, by ich własne cele przesłaniały nasze.

Trzecim kryterium jest świadomość, jakie cele przyświecają osobie udzielającej rady. To, że bliscy mogą bardziej redukować własny lęk niż wspierać nasz sukces, jest szczególnym przypadkiem ogólniejszej zasady: każdy ma swój interes, a jego cele wpływają na treść rady. W skrzynce mailowej czy na LinkedIn otrzymujemy mnóstwo niezamówionych wiadomości z poradami, które zwykle promują czyjś biznes. Jesteśmy wobec nich sceptyczni, ale gdy rady udziela ktoś znajomy, nie zawsze wnikamy w jego motywy. Idealnie jest znaleźć osoby, których cele są zbieżne z naszymi. Przełożony, który chce nas awansować na stanowisko menedżerskie, na którym nam również zależy, prawdopodobnie udzieli dobrej rady. Natomiast szef widzący w nas potencjalne zagrożenie może dawać wskazówki, które warto najpierw przemyśleć.

Gdy już zdecydujemy się pójść za czyjąś radą, zwykle jesteśmy zmotywowani do zmiany. Pojawia się wtedy wzmożona wrażliwość na informacje związane z nowym działaniem. Każda próba zmiany wymaga przełamania starych nawyków, a także czasu, by ocenić, czy przynosi efekty. Jeśli nieustannie gonimy za kolejnymi radami, możemy nie wytrwać w nowym rytmie wystarczająco długo, by sprawdzić, czy działa. Warto wybrać jedną zmianę, wprowadzić ją w życie i obserwować płynące z niej informacje zwrotne. Nie należy jednak ciągle modyfikować podejścia, zanim nie zrozumiemy, co tak naprawdę przynosi rezultaty.

Same event, other desks

Story file →