Coraz więcej firm monitoruje swoich pracowników za pomocą narzędzi cyfrowych, które śledzą ich lokalizację, czas wykonywania zadań, a nawet dostęp do kamer w służbowych laptopach i smartfonach. Technologie te, upowszechnione w czasie pandemii, wciąż są wykorzystywane na szeroką skalę, co budzi pytania o granice prywatności w miejscu pracy, także tej domowej.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z uniwersytetów Vanderbilt, Northeastern i Kalifornijskiego w Berkeley, niektóre programy monitorujące udostępniają nazwiska, adresy e-mail i inne dane osobowe pracowników setkom zewnętrznych brokerów danych i firm technologicznych, często bez wyraźnego poinformowania o tym zatrudnionych. Eksperci ds. prywatności wskazują, że rozwój sztucznej inteligencji pozwala pracodawcom tworzyć rozbudowane „teczki” na temat pracowników, które mogą być wykorzystywane do karania ich lub przewidywania zachowań.
Wilneida Negrón, dyrektor ds. badań i polityki w organizacji non-profit Coworker, zwraca uwagę, że najbardziej inwazyjne formy zbierania danych dotyczą zwykle pracowników o najmniejszej sile przetargowej na rynku pracy. „Często to właśnie oni są poligonem doświadczalnym dla najbardziej inwazyjnych form gromadzenia danych” – mówi Negrón. Jej zdaniem pracownicy muszą działać wspólnie, ponieważ tempo centralizacji systemów śledzenia i monitorowania jest bardzo szybkie.
Przykładem pracownika, który odczuł skutki monitoringu, jest Lannie Duong, farmaceutka pracująca w klinice. Jej pracodawca śledził długość rozmów telefonicznych i wizyt z pacjentami, a w ocenach okresowych kwestionował, dlaczego poświęca każdemu pacjentowi tyle czasu. „Liczyło się wszystko. Ile minut spędzasz na telefonie. Drobiazgowość tego była niedorzeczna” – wspomina Duong. Pod presją poczuła się „nieufna, niedoceniona i prawie całkowicie beznadziejna”. Po urlopie zdrowotnym jej zatrudnienie zostało zakończone.
Eksperci radzą, aby pracownicy sami sprawdzali, jakie dane gromadzi o nich pracodawca. Hayley Tsukayama z Electronic Frontier Foundation podkreśla, że jeśli korzystamy ze służbowego sprzętu, powinniśmy liczyć się z jakąś formą monitoringu. Warto też zapoznać się z trendami w zakresie zbierania danych w swojej branży, aby być przygotowanym na sytuacje, w których dane te zostaną wykorzystane przeciwko nam.
Przykładem jest Arianna Anaya, która prowadziła zajęcia z pisania na uczelni. Odkryła, że administrator czytał wypracowania studentów przesłane przez platformę edukacyjną oraz jej komentarze do tych prac. Studenci często pisali o bardzo osobistych sprawach, takich jak przemoc, zaburzenia odżywiania czy traumy rodzinne. Po kilku miesiącach jej umowa nie została przedłużona, choć nie zna dokładnego powodu. „To sprawiło, że poczułam się dość paranoicznie i mniej bezpiecznie na świecie” – mówi Anaya.
W niektórych stanach USA, m.in. w Nowym Jorku, Connecticut, Delaware i Maine, pracodawcy mają obowiązek poinformowania pracowników o monitoringu. Prawo Maine idzie dalej i zakazuje wizualnego monitorowania w domach i prywatnych pojazdach pracowników, chyba że jest to wymagane do wykonywania obowiązków służbowych. Edward Halle, specjalista ds. prywatności i zgodności z AI, zwraca uwagę, że pojawia się pytanie, co dokładnie oznacza „obowiązki służbowe” w kontekście np. pielęgniarki pracującej zdalnie.