Wireva

Próba wprowadzenia zasady „bez wstydu” w pracy okazała się trudniejsza, niż się spodziewano

Dziennikarka postanowiła wyeliminować poczucie wstydu z pracy po rozmowach z kobietami prowadzącymi „przytulną przedsiębiorczość”. Eksperyment pokazał, że zamiast eliminować emocję, warto ją traktować jako sygnał i z nią rozmawiać.

Materiał powstał przy wsparciu SI pod odpowiedzialnością redakcyjną Haydamax OÜ.

Wielu osobom zdarza się mieć mniej produktywny dzień w pracy, a wtedy w głowie pojawiają się głosy krytyki: że trzeba było wstać wcześniej, skrócić poranną rutynę albo że wieczorem koniecznie trzeba się wyspać, by nadrobić zaległości. Takie myśli bywają uporczywe i trudne do uciszenia, szczególnie gdy praca stanowi ważną część tożsamości. Jedna z dziennikarek postanowiła sprawdzić, czy da się z tym walczyć, wprowadzając w swoim życiu zawodowym zasadę „bez wstydu”. Jak sama przyznaje, eksperyment okazał się znacznie trudniejszy, niż początkowo zakładała.

Pomysł narodził się po rozmowach z kobietami, które zdecydowały się na tak zwaną przytulną przedsiębiorczość, czyli prowadzenie biznesu w taki sposób, by to życie wyznaczało granice firmie, a nie odwrotnie. Jedną z ich zasad było właśnie wyeliminowanie wstydu, czyli niedopuszczanie do tego, by surowe wewnętrzne głosy decydowały o tym, co należy robić. Początkowo wydawało się to prostym rozwiązaniem problemu, który towarzyszył autorce przez większość jej kariery zawodowej. W pierwszym tygodniu eksperyment przynosił różne efekty: gdy udawało się zadbać o sen, ruch, odżywianie i kontakty społeczne, łatwiej było zachować spokój i produktywność. Trudności pojawiały się, gdy w życie wkraczały nieprzewidziane okoliczności, takie jak zła noc, choroba czy opóźniony środek transportu.

Jak tłumaczy Lydia Woodyatt, profesor psychologii na Flinders University w Adelajdzie, celem nie powinno być całkowite pozbycie się wstydu, ponieważ emocje są naturalną reakcją organizmu. Zamiast tego warto traktować je jak sygnał. Wstyd to według badaczki informacja, że nasze ciało ostrzega nas przed ryzykiem społecznego wykluczenia lub dewaluacji. Pojawia się, gdy łamiemy normy grupy, do której należymy, lub gdy nie spełniamy jej oczekiwań. Osoby ambitne i bardzo produkcyjne często należą do środowisk, które szczególnie cenią te cechy, a standardy te bywają internalizowane już w dzieciństwie.

Woodyatt zwraca uwagę, że w przypadku osób pracujących na własny rachunek presja może być jeszcze większa, ponieważ są one jednocześnie jedynym wykonawcą i producentem swojej pracy. Dodatkowo ich działania są stale wystawione na publiczną ocenę, co podnosi stawkę. Istotna jest też kwestia tożsamości: gdy w dużym stopniu opiera się ona na jednej sferze życia, niepowodzenia w niej mogą być odbierane jako zagrożenie dla całego świata. Badaczka podaje przykład sportowców, którzy mają trudności po zakończeniu kariery lub gdy coś zakłóca ich wyniki.

Zamiast eliminować wstyd, Woodyatt zaleca zmianę podejścia z „wszystko albo nic” na bardziej konstruktywne. Gdy pojawia się poczucie wstydu, warto zadać sobie pytanie, jak naprawić sytuację i jak żyć zgodnie z wyznawanymi wartościami. Nie zawsze da się natychmiast naprawić to, co wywołało wstyd, ale można pracować nad wartościami, które zostały zagrożone. Autorka eksperymentu doszła do wniosku, że zamiast pozbywać się wstydu, trzeba z nim rozmawiać i przypominać sobie, że jeden mniej produktywny dzień nie definiuje całej osoby.

Same event, other desks

Story file →