Sztuczna inteligencja coraz częściej towarzyszy nam w codziennych czynnościach — od asystentów głosowych i podpowiedzi w sklepach internetowych po narzędzia, które uczą się na podstawie danych, które sami tworzymy. Wraz z tym rosną obawy o prywatność i bezpieczeństwo kont. Jak przekonuje ekspert, który od ponad 25 lat pomaga bliskim i współpracownikom w sprawach cyfrowych, nie trzeba mieć dyplomu z informatyki, by znacząco zmniejszyć ryzyko. Wystarczą cztery proste nawyki.
Pierwszym krokiem jest ograniczenie własnego śladu cyfrowego. Każde pozwolenie w aplikacji, wypełniony quiz online, wypowiedziana komenda głosowa czy wpisane zapytanie mogą zasilać profil danych budowany na nasz temat. Warto usunąć z telefonu aplikacje, z których się nie korzysta, a w tych pozostawionych przejrzeć uprawnienia i wyłączyć zbędne zbieranie danych. Szczególną ostrożność należy zachować wobec darmowych narzędzi AI, które wykorzystują wpisy, rozmowy lub przesłane pliki do trenowania swoich systemów. Wszystko, co udostępnimy, może zostać zapisane, przeanalizowane lub użyte w sposób, którego nie przewidzieliśmy. Bezpieczniejszym wyborem mogą być rozwiązania nastawione na prywatność, zaprojektowane tak, by ograniczać gromadzenie danych.
Drugi nawyk to umiejętność rozpoznawania treści generowanych przez AI. Sztuczna inteligencja potrafi tworzyć realistyczne fałszywe obrazy, filmy, nagrania audio oraz wiadomości phishingowe, które wyglądają jak pochodzące od zaufanych osób lub instytucji. Warto weryfikować nieoczekiwane wiadomości, sprawdzać zdjęcia w wyszukiwarkach obrazem, jeśli wydają się podejrzanie dopracowane, i zachować chwilę dystansu wobec treści, które mają wywołać złość, strach lub ekscytację. To właśnie na takich emocjach najczęściej opierają się próby oszustwa.
Trzecim i czwartym filarem ochrony pozostają podstawy cyberbezpieczeństwa, które nie tracą aktualności również w erze AI. Chodzi o silne, unikalne hasła przechowywane w dedykowanym menedżerze haseł oraz o włączanie uwierzytelniania wieloskładnikowego, czyli MFA, wszędzie tam, gdzie jest dostępne. Powtarzanie tego samego hasła w wielu serwisach sprawia, że jedna wyciekła baza może odsłonić jednocześnie pocztę, konto bankowe, sklep i media społecznościowe. Menedżer haseł generuje długie, losowe ciągi znaków dla każdego konta i pamięta je za nas — wystarczy zapamiętać jedno silne hasło główne. MFA dodaje drugi dowód tożsamości, na przykład kod z aplikacji uwierzytelniającej albo dotknięcie klucza sprzętowego. Nawet jeśli ktoś przechwyci hasło, bez drugiego składnika nie dostanie się do konta.
Znaczenie tych zabezpieczeń dobrze pokazują dwa scenariusze. Pierwszy to socjotechnika z użyciem deepfake — klonowanie głosu lub wideo może podszyć się pod zaufaną osobę, na przykład szefa działu IT, córkę czy babcię, przez co oszustwo staje się znacznie bardziej przekonujące. Nawet gdy ofiara da się nabrać i ujawni dane logowania, MFA sprawia, że samo hasło nie wystarczy do przejęcia konta. Drugi scenariusz to zautomatyzowane ataki hasłowe. AI potrafi przeanalizować publicznie dostępne dane z mediów społecznościowych i wcześniejszych wycieków, zbudować listę prawdopodobnych haseł dla grupy osób, a następnie rozsyłać je po wielu kontach, pozostając tuż poniżej progu blokady. Silne, złożone hasła raczej nie znajdą się na takiej liście, a MFA zablokuje dostęp, nawet jeśli przypadkiem uda się dopasować popularne hasło.
Te cztery nawyki — ograniczanie śladu cyfrowego, rozpoznawanie treści generowanych przez AI, korzystanie z menedżera haseł i włączanie MFA — dają użytkownikom domowym praktyczną pierwszą linię obrony. Cyberbezpieczeństwo nie jest zadaniem, które wykonuje się raz i zapomina. Zagrożenia ewoluują, a wraz z nimi powinny zmieniać się nasze przyzwyczajenia. Warto zacząć od jednego kroku już dziś: przejrzeć uprawnienia aplikacji, skonfigurować menedżer haseł albo włączyć MFA na najważniejszym koncie. Kilka minut teraz może zapobiec znacznie większym problemom w przyszłości.