Producent bezprzewodowego laktatora Willow chce wyjść poza sprzedaż urządzeń i stać się szerokim gronem marki wspierającej opiekę nad matką. Firma właśnie przejęła Swehl, platformę edukacyjną i społecznościową dla karmiących rodziców, oraz Momtech, producenta butelek Mõmi, których smoczki mają imitować karmienie piersią. Jak zapowiedziała dyrektor generalna Carolin Archibald, celem jest stać się « potężną marką w obszarze opieki nad matką ».
Archibald objęła stanowisko prezeski w tym miesiącu, po 18 latach pracy w branży, w tym na kierowniczych stanowiskach w Medeli i Amedzie. Obie firmy od dziesięcioleci są obecne w szpitalach i to właśnie tam wcześniej dominowały tradycyjne, duże laktatory. Willow, które zadebiutowało swoim bezprzewodowym modelem w 2017 roku, chce teraz ograniczyć swoją zależność od jednego produktu.
Historia laktatorów sięga dawna. Pierwszy patent na laktator w Stanach Zjednoczonych zgłoszono w 1854 roku, a przez dekady były to głównie duże maszyny szpitalne, przeznaczone dla matek, które z różnych powodów nie mogły karmić. Przełom nastąpił w 1991 roku, gdy Medela wprowadziła elektryczny laktator do użytku domowego. Według Archibald kluczowym momentem była także zmiana przepisów w 2012 roku, kiedy Affordable Care Act nakazał objęcie laktatorów ubezpieczeniem bez dopłat dla pacjentek. « Otworzyło to dostęp do laktatora każdej ciężarnej mamie », mówi.
Pod koniec 2017 i na początku 2018 roku na rynek weszły dwa konkurujące ze sobą modele noszone w staniku: Willow oraz Elvie. Oba miały gładką, kroplowatą formę, bez zewnętrznego przewodu, rurek i butelek, a mleko trafiało prosto do szczelnego woreczka. Archibald podkreśla, że dla matek oznaczało to przede wszystkim swobodę: nie były już przywiązane do kabla ani do ściany. Według niej jeszcze pięć lat temu takie urządzenia stanowiły niewielki wycinek rynku, a dziś połowa mam wybiera je, gdy ma taką możliwość przez ubezpieczenie lub przy zakupie detalicznym.
Mimo wzrostu znaczenia wiodącego produktu Willow, zdaniem Archibald, było ograniczone jednym urządzeniem. Firma przejęła w zeszłym roku swojego największego konkurenta, Elvie, który dał jej także zasięg międzynarodowy i linię produktów wspierających mięśnie dna miednicy. Na rynku pojawiły się jednak tańsze modele, m.in. od chińskiej marki Momcozy z Shenzhen, której producenci sami posiadają fabryki, co pozwala im sprzedawać taniej. Spór o patenty trwa: w sierpniu Willow zwróciło się do amerykańskiej Międzynarodowej Komisji Handlu o zablokowanie importu urządzeń, które według firmy naruszają jej patenty, a komisja wszczęła postępowanie obejmujące firmy z Chin, Hongkongu, Malezji i USA. W tym roku federalna rada patentowa stanęła jednak po stronie producenta Momcozy, unieważniając część roszczeń w patencie należącym do Willow.
Przejęcie Swehl ma wypełnić okres, w którym firmy z branży zwykle tracą kontakt z klientkami, czyli około roku lub dwóch karmienia. Swehl założyły w 2023 roku dwie mamy, a start-up pozyskał wcześniej 1,1 miliona dolarów finansowania typu pre-seed. Oferuje dostęp do doradców laktacyjnych, produkty takie jak zestawy wspomagające przystawianie dziecka czy pielęgnację brodawek oraz bibliotekę ponad 80 filmów edukacyjnych. Działa też w formie małych grup rozmów, łączących rodziców na podobnym etapie. Platforma ma być teraz zakotwiczeniem nowego centrum edukacyjno-społecznościowego o nazwie Willow World.
Momtech, właściciel marki Mõmi, zajmuje się z kolei karmieniem zmodyfikowanym mlekiem z laktatora. Butelki mają miękkie silikonowe smoczki, które naśladują sposób, w jaki dziecko ssie pierś, co ma ograniczać problem tzw. zamieszania smoczkowego. Mõmi sprzedawane było dotąd głównie przez własną stronę internetową, a Willow zamierza zwiększyć jego obecność w sprzedaży. Firma nie podała w przekazie prasowym szczegółów finansowych przejęć.