Zła praca potrafi odbierać energię nawet wtedy, gdy dobrze się zarabia. Paul Comfort, były dyrektor generalny Maryland Transit Administration, przekonuje, że zanim zdecydujemy się na radykalny krok, jakim jest odejście, warto przyjrzeć się temu, co konkretnie nas blokuje. Na podstawie własnego doświadczenia opracował cztery pytania, które pomagają ocenić, czy obecne zajęcie faktycznie wykorzystuje nasz potencjał, czy tylko pochłania czas.
Pierwsze pytanie dotyczy talentów. Samo bycie kompetentnym w danej dziedzinie nie oznacza, że dobrze się w niej czujemy. Comfort wspomina, że jego praca opierała się na administracyjnych obowiązkach, podczas gdy jego najmocniejszą stroną była praca z ludźmi. Papierkowa robota szła mu dobrze, ale go nie nakręcała. Warto zatem zapytać siebie, które z naszych najmocniejszych umiejętności są realnie wykorzystywane, a które leżą odłogiem.
Drugie pytanie dotyczy szacunku w miejscu pracy. Nie chodzi o ciągłe pochwały, ale o rozsądną autonomię i profesjonalne traktowanie. Comfort opisuje środowisko, w którym był nadzorowany i upokarzany, a jego szef bagatelizował problemy stwierdzeniem, że praca nie musi być przyjemna. Tymczasem miejsce pracy nie powinno nas pomniejszać jako ludzi. Warto sprawdzić, czy otoczenie ufa naszej ocenie i pozwala wykonywać zadania, do których zostaliśmy zatrudnieni.
Trzecie pytanie dotyczy rozwoju. Obiecany awans nigdy nie nastąpił, a zakres obowiązków z czasem się kurczył. Comfort zauważa, że rozwój nie zawsze oznacza promocję — może nim być większa odpowiedzialność, nowe umiejętności czy ciekawsze projekty. Kluczowe jest, czy wciąż jesteśmy stawiani przed wyzwaniami. Istnieje bowiem duża różnica między zdobywaniem lat doświadczenia a powtarzaniem w kółko tego samego roku.
Ostatnie, czwarte pytanie dotyczy pieniędzy. Comfort przyznaje, że rezygnował z innych ofert, bo nie chciał stracić wysokiej pensji. Dopiero z czasem zrozumiał, że tak zwane złote kajdanki to wciąż kajdanki. Jeśli wynagrodzenie stało się jedynym argumentem za pozostaniem, warto policzyć, co dokładnie tracimy w zamian za wypłatę.
Autor podkreśla jednak, że odpowiedzią nie zawsze musi być odejście. On sam został w firmie, ale znalazł sposób, by wpleść w swoje obowiązki to, co kocha. Zgłosił się na ochotnika do prowadzenia szkoleń dla nowych pracowników. Cztery godziny w tygodniu spędzone na pracy z ludźmi sprawiły, że poniedziałek stał się jego ulubionym dniem. Ta lekcja przydała mu się później, gdy jako szef pozwalał podwładnym kształtować role wokół ich mocnych stron i zainteresowań.
Zanim więc zrezygnujemy z pracy, warto spróbować ją przeprojektować. Można zgłosić się do innego projektu, poprosić o nowe zadania lub obserwować pracę innego działu. Warto też spojrzeć wstecz na swoje życie i poszukać aktywności, które zawsze sprawiały radość i sprawiały, że czas mijał niepostrzeżenie. Tam, gdzie nasze umiejętności spotykają się z pasją, znajdują się wskazówki dotyczące pracy, przy której naprawdę ożywamy.